RSS
czwartek, 24 grudnia 2015

Choć założyłam nowego bloga, jednak co do tego pozostał sentyment. Za każdym razem, gdy dzieliłam się opłatkiem z bliskimi, każdy z nich mówił mi, bym dalej robiła to, co kocham i co sprawia mi radość. Wcale nie chcę odchodzić, chcę tu zostać!

Dzisiejszy wpis, choć od serca, z pewnością nie będzie taki długi, jak byście oczekiwali. Po prostu chcę zapowiedzieć, że wrócę. I jedyne, czego pragnę, to trzymać się tego, co obiecałam Wam i co z góry założyłam. W związku z tym, odnowę bloga rozpocznę krótkimi, lecz pełnymi wiary, nadziei i przepełnionymi głosem serca życzeniami, byście ten świąteczny czas spędzili w gronie najbliższych, by nie zabrakło bogatego Mikołaja i byście przede wszystkim pamiętali, że wszystko, do czego dążycie, to Wasze założenia i jedynym wyjściem może być tylko trwałe trzymanie się tego, co postanowiliście. A więc, zdrowia, szczęścia, pomyślności w okresie świąt Bożego Narodzenia i pełnych nadziei postanowień na lepsze jutro. :) Trzymajcie się!

bozestroikwiecenarodzenie

wtorek, 23 grudnia 2014
Czasami człowiek zaczyna w siebie wątpić. Wydaje się mu, że na marne idą jego starania, a własne zamiary, marzenia i chęci zaczynają się przez to ulatniać. Człowiek miewa chwile słabości. Ważne, by się otrząsnął i wrócił. Tak więc jestem! Wesołych świąt!
 

Dobro. Czasami nie zdajemy sobie sprawy czym ono jest i jak możemy dać je innym. Mamy ograniczone myślenie, gdyż z dobrem kojarzymy w większości tylko dużą cenę. Tak wcale nie jest. Kiedy patrzę na ten przedświąteczny klimat, mam wrażenie, że wielu ludzi zapomniało w ogóle czym są święta. Ich ponure miny strasznie odrzucają i często są powodem zniechęcenia. Jedyne, czego im brakuje, to tego bezinteresownego uśmiechu. No i pewnie miliona innych rzeczy, bo zdają sobie sprawę, że niewiele posiadają. To istna nieprawda. Może Wy też tak macie, że kiedy ktoś się do Was uśmiecha, od razu jest Wam lepiej i milej na sercu, robi się cieplutko. Jeśli tak macie, zapewne wiecie ile to dla Was znaczy. Dlatego tak ważne jest, by w tym całym zabieganym czasie mieć chwilę na to, by kogoś uszczęśliwić. Wielu z nas chodzi po sklepach w poszukiwaniu czegoś, co uszczęśliwi ważną dla nas osobę. Ale jeśli dajemy komuś prezent bez słowa od siebie, jaką on ma wtedy wartość? Święta to możliwość operowania słowem, przecież wypowiadane życzenia mają jakieś większe znaczenie, jeśli są od serca. Prezenty to tylko gesty, dodatek do wszystkiego. I nawet jeśli są "drobiazgiem" to jednak sprawiają nam radość. Mimo wszystko, święta to możliwość zobaczenia osób, z którymi nie mamy możliwości rozmawiania na co dzień. Czas, w którym potrafimy i chcemy wybaczać, bo nie umiemy się gniewać. Moment, w którym robimy sobie rachunek sumienia i często znajdujemy w sobie na tyle siły, by rzeczy, na których nam zależy, po prostu naprawić. Święta często nazywane są magicznymi, pewnie dlatego, że siedząc przy stole zapominamy nagle o wszystkich niedociągnięciach, upadkach, porażkach, a w nas samych emituje ogromna radość, która jest w stanie zarażać innych. Boże Narodzenie kojarzy mi się bardzo z miłością. Gesty, jakimi obdarowujemy wszystkich ludzi są z naszego dobrego serduszka. Musimy więc pamiętać, że dobro to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się nią dzieli. Dobro to wartość, która wraca z podwójną siłą. Dlatego święta możemy nazwać dobrymi. Jesteśmy szczęśliwi, bo zdajemy sobie sprawę, że w tym okresie nie będziemy sami. Mamy możliwość zrozumienia komu zależy na nas, kto chce nas uszczęśliwić i sprawić, byśmy byli uśmiechnięci. Mamy przecież rodzinę. Przyjaciół. Niektórzy chłopaków/dziewczyny. Oczywiście nie wolno nam zapominać o tych, których nie ma bądź nie mają tyle szczęścia co my. Ale w tym okresie właśnie często pomaga się wszystkim. To jest właśnie to ofiarowane dobro. Najlepsza rzecz na świecie. Każdy z nas może zostać Świętym Mikołajem. 

 

Choć opłatka nie mam to mimo wszystko chciałabym Wam życzyć najwspanialszych, najbardziej magicznych, rodzinnych Świąt jakie mieliście. By wszystkie smutki całego roku odeszły w zapomnienie, by zaczęło się coś nowego w Waszym życiu. I by spotkało Was coś, czego się nawet nie spodziewaliście. By emitowała z Was ogromna radość, którą będziecie nieświadomie dawać innym. Byście mieli szansę wykazać się w tym, co na prawdę umiecie i co na prawdę lubicie. Byście spełnili swoje marzenia. Bogatego Mikołaja, choć pamiętajcie, że nie zawsze liczy się to, co kosztuje, lecz to, co płynie prosto z serca. Ale przede wszystkim chcę, by było Was jeszcze więcej. Moi kochani czytelnicy! Wesołych Świąt!


piątek, 10 października 2014

              „Przenigdy.” „Nigdy więcej.” „Nie. Na pewno mi się nie uda.” „No co Ty, ja?” „Chyba zrezygnuję.” Ile razy mówiłaś do siebie, że nie chcesz, że nie spróbujesz, bo lepiej nie zacząć niż starać się i zawieść. Ile razy krzyczałaś na siebie, mówiąc, że nie ma potrzeby, bo przecież czemu ty masz robić pierwszy krok? Tyle razy, ile działy się te rzeczy umykał kawałek Ciebie, znikała cząstka nadziei, przenikała do innych ludzi. Bo przecież jeśli Ty tego nie zrobisz, to ktoś zrobi to zamiast Ciebie. Aż tak bardzo chcesz podbudowywać innych swoją własną cząstką? Ale nie licz potem, że może wszystko wróci, może się naprawi, może jeszcze nadarzy się okazja. Pewne rzeczy pojawiają się w życiu człowieka tylko raz. Taki bonus, który dobrze wykorzystany może dać Ci szczęście. Wiadomo, ze szczęściem jak z cierpieniem, w pewnym okresie życia staje się już codziennością. Przestajemy widzieć to, co nas boli i to, co sprawia nam przyjemność, bo się do tego przyzwyczajamy. Tak samo jest z tą szansą od życia. Pomyśl, z każdą kolejną niespodzianką, z której zrezygnujesz, umyka cząstka Ciebie. Może tak bardzo tego nie odczuwasz, ale po pewnym czasie zrozumiesz, że nie jesteś już taka sama jak kiedyś. Przestaniesz w siebie wierzyć, będziesz bała się cokolwiek powiedzieć. Nie zastanawiałaś się może nad tym, co by było, gdybyś kiedyś, wbrew wszystkim, powiedziała „tak, zrobię to?”. Może właśnie taka jest kolej rzeczy. Może teraz Ty powinnaś coś zrobić. Może nie zawsze muszą robić to za Ciebie inni?
Kiedy się rodzimy, jesteśmy czystą kartą. Mamy ogromny wpływ na to, co będzie. Bo kiedy mówimy „nie”, możemy przewidzieć co dalej, tak samo jest, gdy mówimy „tak”. To zabawne, bo bardzo często pojawiają się nam przed oczyma szanse, z których rezygnujemy od tak. Czy to jakaś przyjaźń, miłość, przygoda. Zawsze znajdujemy jakieś głupie wytłumaczenie, by czegoś nie zacząć, nie zrobić. Dopowiadamy sobie bieg historii, wcale jej nie zaczynając. Sama teoria. Bez praktyk. Żyjemy nie po to, by wciąż usprawiedliwiać nasz brak działania, lecz po to, by popełniać błędy, ryzykować i umieć się z nich później wytłumaczyć. Strach, brak wiary w siebie, zakłopotanie sprawia, że wmawiamy sobie, że dobrze jest nam tak, jak jest. To nieprawda. Zawsze jest szansa, by było lepiej. Ale to, czy ją wykorzystasz, zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.


Tagi: Próba
17:30, olciks
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 września 2014

Codziennie wstajemy, codziennie szykujemy się do szkoły, jesteśmy w niej, wracamy. Codziennie pytamy tych SAMYCH ludzi o te SAME rzeczy. Określenie "to samo" w pewien sposób też jest rutyną, ludzie są w naszym życiu, bo na nich liczymy, liczymy również, że wcale z niego nie odejdą, choć czasami tak bywa. Robienie wciąż "tego samego" w końcu staje się nudne. Próbujemy to zmienić, ale bojąc się ryzyka, postanawiamy tkwić w tym, co wcale nie sprawia nam przyjemności, lecz z przyzwyczajenia jest codziennością. Codzienność jest przytłaczająca, bo robienie codziennie tego samego może wydawać się bez sensu. Pewnie większość z Was chciałoby zadać sobie teraz pytanie: Więc po co sprzątam swój pokój, skoro jutro znów tam pobrudzę i znów będę musiał w nim posprzątać? To teraz pomyślcie, co byście zrobili gdybyście raz w życiu sprzątnęli pokój, a później przez całe życie byłoby w nim czysto. Nie oszukujmy się, ale łączny czas poświęcilibyście na robienie niczego bądź wielu bezsensownych czynności. Czasami istnieją w życiu rzeczy tylko ze względu na istnienie, nie mają określonego miejsca na ziemi, ale są, bo są. Czasami jednak istnieją rzeczy tylko po to, by coś nam uświadomić, przypadki, błędy, zawody. To wszystko nie dzieje się po nic, dzieje się po coś. Dlatego nawiązując do rutyny, która nas otacza musimy zdać sobie sprawę, co chcemy robić, czy warto coś robić i czy warto to pielęgnować, bo jeśli godzimy się na coś, co staje się codziennością, już do końca życia jesteśmy na to skazani. Tak wielu ludzi od tak po prostu w pewnym okresie życia zdaje sobie sprawę, że chyba jednak nie nadaje się do tego, co robi. Nie czują się pewni w swoich zawodach, życiowych sytuacjach. A może po prostu dopada ich rutyna? Nie możemy pozwolić, by zawładnęła naszym życiem. Musimy sami mieć nad nią władzę. 
Pewne rzeczy trzeba robić cyklicznie, bo jeśli zrobilibyśmy je nadrabiając całe życie w ciągu jednego dnia, nie miałyby sensu. Czasem trzeba coś robić po to, by miało to swój dalszy ciąg w naszym dalszym życiu, bo zatrzymując ich cykliczność, możemy zburzyć cały plan. :)


Tagi: rutyna
18:38, olciks
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 sierpnia 2014

  Wstałam przed 10, by nie spóźnić się  na spotkanie z kolegą. Potrzebuję trochę czasu by móc umyć włosy, wysuszyć je, zjeść śniadanie i wypić kawę. O 12 mieliśmy się spotkać na rogu dwóch głównych ulic, postanowiłam, że dziś wyjątkowo wyjdę wcześniej. Zależało mi, by zrobić na nim dobre wrażenie. Około 11.30 byłam już w drodze.

                Idąc, zaczęłam się zastanawiać jakie to uczucie, kiedy w końcu wychodzisz gdzieś przed czasem. Kiedy się nie spóźniasz. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, jakie to może być ważne. Dopóki tego nie doświadczyłam. Miałam jeszcze 25 minut do umówionego spotkania. Podeszłam do cukierni i kupiłam sobie drożdżówkę z budyniem. Byłam na siebie trochę wściekła, bo doszłam do wniosku, że wychodzenie wcześniej nie ma najmniejszego sensu. Tylko siedzę na tej ławce i marznę. Kiedy wyciągnęłam drożdżówkę, zauważyłam małego chłopca, który wyraźnie ocierał sobie oczy od płaczu. Podeszłam do niego, lecz powoli się oddalał. Bał się ludzi. Zaczęłam do niego mówić, by przestał się bać, bo nie chcę zrobić mu krzywdy. Oddaliłam się na bezpieczną odległość, by poczuł, że wcale nie jestem wrogiem. Po kilku minutach sam podszedł. Tak po prostu, przytulił się do mnie. Bardzo mnie to zdziwiło, więc postanowiłam, że z nim porozmawiam.

- Jestem Sara – powiedziałam łagodnym, wyraźnym tonem, by móc zdobyć jego zaufanie.
- Ja… Ja.. Ja Olivier – odpowiedział.
- Powiedz mi, co tutaj robisz? – objęłam go ramieniem, było mu wyraźnie zimno, więc ściągnęłam mój sweter i zarzuciłam na jego ramię. Moja czarna, gruba kurtka była dla mnie wystarczająca.
- Nic... Muszę już iść – odparł i tak po prostu odszedł. Byłam przerażona, że nie pozwolił sobie pomóc, ale z drugiej strony byłam również wdzięczna za mądrość, jaką mi przekazał. Zrozumiałam, że nie mogę pozwolić mu pójść. Człowiek to trudna istota, często mówi rzeczy, których nie chce powiedzieć, robi coś, czego nie chce robić. Ale w tym wszystkim widzi jakiś sens i powołanie. Nie można robić rzeczy bez powodu. Wszystko ma swój sens i przeznaczenie.
- Proszę, nie idź – odparłam. – Nie musisz nic mówić, widzę, że chyba niezbyt lubisz rozmawiać. Ale nie odchodź, razem możemy wiele zdziałać, a będąc skazanym sam na siebie, może być ci o wiele trudniej. Spojrzał na mnie takim przesłodkim, ale błagalnym wzrokiem. Jakby chciał mnie o coś poprosić, lecz sam nie mógł tego sprecyzować. Chciał mi pokazać, jak czytać z oczu, nie znając słów.
- Mama zabroniła mi rozmawiać z obcymi – oparł.
- Nawet najbliższy ci człowiek w pewien sposób jest ci obcy. – odpowiedziałam. Zauważyłam, że nerwowo obgryza sznurek od czapki.
- Mhm. Ja naprawdę muszę iść – odparł.
- Wcale nie musisz iść, tylko boisz się, że zrobię ci krzywdę. Nie masz do mnie zaufania, więc masz wrażenie, że cię oszukam. Ja tylko chcę ci pomóc. Jeśli będziesz odrzucał pomoc, nie znajdziesz ukojenia. Wręcz przeciwnie. Tak bardzo wszystko będzie ci obce, że aż przestaniesz odróżniać dobro od zła. Będzie ci trudniej. Jeszcze bardziej niż teraz.
- Skąd ty to możesz wiedzieć. Nie znasz obcych. Nie możesz stwierdzić jak jest.
- Nawet nie wiesz jak bardzo obcy potrafi ci być bliski. Chcesz drożdżówkę? Nie zjadłam jej, bo w sumie kupiłam ją tylko po to, by zabić czas. Proszę, zjedz ją.
- Dziękuję. – wyciągnął rękę po drożdżówkę, kiedy zza rogu wyskoczyła jego oburzona mama.
- Mówiłam ci, byś na mnie czekał! Nieposłuszny! Oddaj drożdżówkę dziewczynce i przyjdź do mnie! Ja ci dam! – krzyczała jego mama.
- Ale proszę pani, ja nie jestem głodna. Oddałam mu ją, bo nie mam ochoty na jedzenie. Niech sobie weźmie – odparłam.
- Nie! Nie ma takiej opcji! Od kiedy ludzie są tacy życzliwi! Pewnie ją zatrułaś! – krzyczała dalej. – Czekam pod kioskiem, muszę jeszcze kupić gazetę dla sąsiadki. – powiedziała i poszła.
- Weź ją sobie, wiem, że chcesz. – odpowiedziałam. Wyciągnęłam flamaster i z tyłu zapisałam mu adres.– Jak tylko będziesz miał ochotę, przyjdź po drożdżówkę. Uśmiechnęłam się i kazałam mu zmykać. – Leć, bo mama się zdenerwuje. Po chwili już nie było go widać.

                Po kilku sekundach zauważyłam jak zdecydowanym, lecz powolnym krokiem idzie Nathan. Przywitaliśmy się i poszliśmy do kawiarni. Miałam ochotę mu o wszystkim powiedzieć, lecz zwątpiłam. Zaczęłam sobie zadawać pytanie: „po co?”. Nie musi wiedzieć wszystkiego. Nie mam wobec niego żadnych zobowiązań. Posiedzieliśmy z godzinę w kawiarni, aż nagle zadzwonił do mnie telefon. Nacisnęłam odbierz. To mama. „Cześć, Sara. Masz gościa. Kiedy będziesz?”. Odpowiedziałam, że zaraz wrócę. Kiedy się rozłączyłam, Nathan był wyraźnie rozzłoszczony. Nie chciałam mu powiedzieć dlaczego muszę iść. Po prostu ubrałam kurtkę, pożegnałam się i wyszłam, przesyłając mu całusa. Później mu wszystko wyjaśnię. Kiedy wracałam, zastanawiałam się kto mógł po mnie przyjść i dlaczego mama nie podała jego imienia. Od zawsze zna moich znajomych, czasami mam wrażenie, że nawet lepiej ode mnie. Wchodząc do domu zauważyłam jakieś dziwne buty. Z pewnością nie należały do mnie, ani do taty, ani do brata. Oboje mają o wiele większą nogę niż rozmiar, na oko, 36. Podeszłam do kuchni i zauważyłam Oliviera, zajadającego się sałatką mamy. Kiedy mnie zobaczył, znieruchomiał.
- Ja nie jem, tylko patrzę. Wygląda bardzo smacznie – stwierdził i się zawstydził. - Tylko nie mów mamie – posmutniał.
- Spokojnie, jedz. Uwierz mi, jestem ostatnią osobą, która miałaby naskarżyć. – odparłam i próbowałam go uspokoić. – Cieszę się, że przyszedłeś.
- Znasz go? – spytała mama.
- Nie do końca – odpowiedziałam. – Chodź Olivierku do pokoju, oczywiście zabierz ze sobą sałatkę. Nalać ci pić?
- Jeśli można – odpowiedział cichym, niepewnym głosem. Nalałam mu wody i poszliśmy na górę. Usiedliśmy na moim dużym, brązowym łóżku.
- A więc co cię do mnie sprowadza? – zadałam pytanie i wyraźnie widziałam, jak nerwowo rusza nogami.
- No… w prawdzie… no… - jąkał się, nie mogąc udzielić odpowiedzi.
- Proszę cię, nie masz się czego bać. Powiedz, będzie nam lepiej się dogadać – odparłam zdecydowana.
- Chciałem cię zobaczyć.. Jesteś taka pozytywna. – odpowiedział.
- Dlaczego nie powiesz wprost, że byłeś głodny? Przecież nic ci nie zrobię. Mogę cię tylko nakarmić – uśmiechnęłam się. - Wielu ludzi komplikuje sobie życie, bo nie potrafi powiedzieć wprost o co im chodzi. Jakby każdy mówił to, czego oczekuje od innych, od razu, byłoby nam łatwiej zrozumieć intencje innych.
- Tak… Moja mama straciła pracę kilka dni temu – zaczął opowiadać. Ciężko nam było na początku, teraz pomaga nam trochę nasza nowa sąsiadka. Ona jedyna nie zna przeszłości mamy. – stwierdził.
- To znaczy ? – spytałam.
- Nie wie, że mama piła. – odparł.
- Ludzie nie chcą wam pomóc, bo mają twoją mamę za pijaczkę, tak?
- Właśnie tak.
- Hm. Płytkość ludzi nie zna granic. Nie wierzą w zmianę człowieka. Uważają, że jeśli ktoś jest „zły”, to po prostu się nie zmieni. A zło widzą w każdym, w różnych postaciach – odpowiedziałam. – Jak możemy wam pomóc? – spytałam.
- Nie chcemy pomocy, znaczy mama… Ona uważa, że tyle razy zawiodła się na ludziach, że już od nikogo obcego nie chce pomocy. Dla niej każdy teraz jest obcy. Czasami to i nawet ja. – Olivierowi zaczęły lecieć łzy. Chciałem tylko mieć możliwość porozmawiania z kimś, brakuje mi tego. – ciągnął dalej.
- Nie masz się czego bać. Pomogę ci, masz moje słowo.

Na świecie są jeszcze dobrzy ludzie. Jeśli wzbudzimy w nich litość, to każdy ma dobre serce. Ale musimy w nich ją wzbudzić, bo ludzie nigdy nie widzą czegoś ponad. Ograniczają widoczność do czubka własnego nosa. Nie wiedząc, że poza horyzontem ktoś ich woła. Ktoś ich szuka, bo czeka na pomoc. Wyobraź sobie, że to od ciebie zależy koniec tej historii. Co zrobisz? Pozwolisz, by ten mały, bezbronny chłopiec cierpiał? Czy może okażesz mu swoje dobre serce? Albo skończysz tylko na gadaniu? Popatrz. Marnujemy czas. Bardzo dużo czasu. Często się spóźniamy, wcale nie wiedząc, że gdybyśmy wyszli wcześniej, uratowalibyśmy komuś życie. Nie umiemy nim gospodarować. Nie potrafimy odróżnić rzeczy ważnych i ważniejszych. Ale to wszystko może się zmienić. Daję ci wolną rękę, bo wiem, że ty też umiesz być bohaterem. Dlatego działaj. Bo są ludzie, którzy cię potrzebują. Ciebie i twojej pomocy. Właśnie teraz.

Tagi: czas pomoc
12:52, olciks
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13